poniedziałek, 14 grudnia 2015

Sesja #2 12.12.2015r.




""

12.12.2015r. - Sobota, godz. 16.00

Uczestnicy :
- Aberald (Adam)
- Faren (Łukasz)
- Xandrill (Kacper)
- MP (K.)

Czas trwania : ok. 6h

 Bohaterowie ucieszeni z sukcesu postanowili wyjść z podziemi, odpocząć w karczmie „Ogrze Ucho” i powrócić pod mury Roottingham. Po wędrówce pełnej refleksji nad tym, że nawet nie poznali mienia barda-kobolda, z którym niedawno rozmawiali, ale też pełnej nadziei, iż wreszcie dostaną się do miasta PG dotarli do drzwi prowadzących uprzednio do karczmy. To, co zobaczyli, kiedy je otworzyli wprawiło ich w osłupienie. Znajdowali się w ogromnej świątyni bogini śmierci – Kruczej Królowej. Bohaterowie krótko rozejrzeli się po imponującej budowli, kiedy usłyszeli kroki. Były to szkielety: 6 łuczników i jeden miecznik. Po właściwie bezproblemowym rozprawieniu się z łucznikami przyszła kolej na miecznika, który był bardziej wytrzymały niż reszta oponentów. Aberald w przypływie gniewu cisnął w przeciwnika swoim toporem. Jednak broń minęła szkielet, a Drakon pozostał bez swojej głównej broni, pozostając jedynie ze sztyletem. Walka trwała jeszcze chwilę, po niej PG zebrali ekwipunek z pokonanych szkieletów. Aberald zabrał tarczę, a Xardrill i Faren strzały. Później postanowili zobaczyć, gdzie tak właściwie się znajdują.
 Kiedy wyszli ze świątyni zobaczyli spowite dziwnym, mglistym dymem miasto. Było całkowicie wymarłe, a na domach widać było ślady jakby pożaru, który strawił to miejsce. Faren ponadto usłyszał jakby płacz dziecka dobiegający z niewiadomego kierunku. Zauważyli także wieże, do której postanowili się udać. Wchodząc do niej spotkali kolejnych nieumarłych, tym razem PG mieli do czynienia z trzema szkieletami-łucznikami i dwoma rozkładającymi się, cuchnącymi ciałami. Podobnie jak w poprzednim spotkaniu bohaterowie rozprawili się z przeciwnikami bez większych problemów. Następnie trójka śmiałków postanowiła wejść na szczyt wieży, aby móc przyjrzeć się miastu. Zobaczyli oni ogrom osady, ale ich uwagę przykuła dziwna niebieska poświata unosząca się po przeciwległej stronie miasta. Postanowili, więc udać się w owym kierunku, ale najpierw zdecydowali przespać się w wieży.
 Po odpoczynku PG udali się w stronę, gdzie widzieli niebieską łunę. Po dość długim czasie dotarli do rozdroża. Bohaterowie zdecydowali udać się w stronę domostwa, które nie wyglądało na tak zniszczone jak reszta. Faren zbliżył się do okna, usłyszał głos, jednak mrok przeszkodził mu w dojrzeniu czegokolwiek w środku. Pomocne więc mogły się okazać oczy Drakona. Jednak kiedy Aberald chciał spojrzeć przez okno, wyskoczył z niego szkielet. Tym razem walka była bardziej zacięta. W czasie tej walki Xandrill cisnął swą Lancą Wiary, tak, że czaszka nieumarłego rozbłysła, a następnie Aberald uderzył toporem łamiąc ją. Następnie, po uprzednim rzuceniu paru obelg w kierunku ponownie uśmierconego oponenta, Drakon porąbał kości, z których został tylko pył. Nie widząc dalszej drogi trójka śmiałków postanowiła powrócić na ścieżkę, która prowadziła w kierunku łuny.
  
  Bohaterowie zachęceni zdobyciem łatwego doświadczenia postanowili udać się do kolejnej wieży, gdzie jak myśleli znowu będą nieumarli. Kiedy tam dotarli, Aberald postanowił wejść tam z całym impetem, jednak drzwi były spróchniałe, co spowodowało, iż Drakon z niezmniejszoną siłą wpadł na ścianę, doznając lekkiego uszkodzenia ramienia. Za Aberadem do wieży weszli pozostali towarzysze. Ich oczom ukazał się dziwny znak napisany popiołem, którego znaczenia nie potrafili określić. Wewnątrz nie było nic wartego złupienia, więc bohaterowie postanowili udać się na górę. Na górze zobaczyli takie niezmienione miasto, łuna była nieznacznie bliżej. Jednak zdziwiła ich litera „R” ponownie napisana popiołem. Xandrill połączył te symbole i przypomniał sobie, że poprzedni symbol był częścią herbu miasta, które było celem ich podróży – Roottingham.

  Doszli oni do kolejnego rozdroża. Droga prowadziła prostu lub w lewo. Postanowili wybrać tę drugą opcję. Po trzygodzinnym marszu dotarli do zamkniętej bramy miejskiej. Nie pozostało im nic prócz powrotu do poprzedniego rozstaju. Szli dalej, kiedy ujrzeli kolejne skrzyżowanie. Tym razem widzieli, że droga w lewo prowadzi w kierunku wieży. Kiedy dotarli do niej zobaczyli wewnątrz na ścianach płonące bale drewna. W środku był skwar nie do wytrzymania. Jednak postanowili jak w poprzednich przypadkach trochę się rozejrzeć z góry. Nagle, kiedy przebywali na szczycie powietrze nagle się zagęściło, pole widzenia zmniejszyło do około metra. Uważając to jedynie za anomalię pogodową bohaterowie postanowili pójść spać. Xandrill z racji, że jest Eladrinem medytował. Nagle usłyszał głos dziewczynki, śpiewała ona piosenkę. Xandrill zbudził towarzyszy i razem chcieli sprawdzić, co jest za drzwiami. Jednak nic nie zobaczyli. Za drzwiami nikogo nie było, jednak one same były podrapane szponami jakby dzikiego zwierza. Zdziwieni wrócili do wieży. Chcieli ponownie odpocząć. Xandrill usłyszał znowu ten sam głos, jednak postanowił to ignorować. Po niespokojnej nocy bohaterowie zdecydowali ruszyć dalej.

  PG wrócili się do skrzyżowania, postanowili oni zignorować drogę prowadzącą w prawo i poszli prosto. Po niedługim marszu, w trakcie, którego nie zauważyli żadnych śladów życia, doszli do kolejnego rozdroża tym razem droga prowadziła w prowadziła w prawo, albo w lewo. Trójka wojowników postanowiła udać się w lewo, w kierunku murów. Dotarli oni do kolejnej już wieży. Po wejściu zobaczyli na środku przy świecy płaczącego trupa. Chcieli do niego przemówić, zbliżyli się, jednak szkielet wpatrywał się w nich tylko swoimi pustymi oczodołami. Kiedy do niego podeszli na wyciągnięcie ręki szkielet w akcie desperacji rzucił się do ataku, chwytając miecz, który trzymał na kolanach. Jednak w tym starciu był na przegranej pozycji. Bohaterowie łatwo rozprawili się ze szkieletem. Ponownie postanowili się rozejrzeć z góry. Zobaczyli, że niebieska poświata jest już bardzo blisko. Jednak zobaczyli też coś, co wprawiło ich w osłupienie. Przeciwległa strona miasta była objęta pożarem. Bohaterowie postanowili się pomodlić do swoich bóstw. Xandrill i Aberald do Korda, a Faren do Avandry. Po otrzymaniu błogosławieństwa śmiałkowie postanowili udać się w dalszą podróż.

  Po dłuższej wędrówce dotarli oni do ogromnego pustego placu. Na środku widać było stertę spalenizny. Jakby ktoś rozpalił tu kiedyś stos. Idąc po placu bohaterowie dostrzeli trzy drogi prowadzące dalej. Wybrali środkową, która poprowadziła ich, jakżeby inaczej, pod kolejną wieżę. Faren usłyszał wewnątrz jakiś dziwny głos, jakby ludzki. Xandrill postanowił zapukać, reszta towarzyszy pozostała w pogotowiu. Na pukanie odpowiedziało pukanie z drugiej strony. Postanowił zapytać się, czy ktoś przebywa w środku, odpowiedziało mu takie samo wezwanie. Zaskoczony wielce, postanowił wejść. Zobaczył tam kopię samego siebie. Przybliżył się, tak samo zrobił jego sobowtór. Xandrill przestraszony wyszedł z wieży zamykając drzwi. Jednak Faren postanowił z powrotem wejść do budynku. Jeszcze bardziej zdziwił się, gdy zobaczył tam Niziołka, klona siebie. Postanowił do dotknąć, wtedy mara znikła. Wtedy wszyscy trzej weszli do wieży. Postanowili zbadać swoje położenie, w tym celu udali się ponownie na szczyt baszty. Zauważyli, że przeszli za daleko, postanowili, więc wrócić. Nie spodziewali się widoku, jaki zastali na dole wieży. Na ścianach było pełno krwi, a na środku paliła się biała świeca, z której spływała czerwona ciecz, bohaterowie podejrzewali, że to może być krew. Postanowili jak najszybciej wydostać się z wieży. Jednak, kiedy wyszli, dziwny mrok ponownie ogarnął świat. Nawet Lanca Wiary Xandrilla nie była w stanie oświetlić mroku, jaki powstał. Z trwogą postanowili pozostać na wieży, jednak wizja odpoczynku pośród zakrwawionych ścian nie była zbyt obiecująca. Postanowili, więc „przenocować” na szczycie.

  Noc ponownie nie była spokojna. Tym razem Aberald słyszał głos dziewczynki wzywającej pomocy, jednak postanowił to zignorować. W tym czasie medytujący Xandrill dostał dziwnej wizji. Widział miasto z lotu ptaka. Miasto objęte pożarem. Wśród ludzi panował ogromny popłoch. Nagle zauważył płonące drzewo, a przy nim płaczącą dziewczynkę. Wtem wszystkich trzech obudził przerażający krzyk. Postanowili, więc zobaczyć, co jest jego źródłem. Idąc na dół wieży Xandrill zauważył, że ma na rękach dziwne krwawe plamy, zdawało mu się, że słyszy słowa „Dlaczego mi nie pomogłeś?”. Kiedy zeszli na dół świeca jakby wcale się nie wypalała, ale krew, która z niej wypływała sięgała już ponad kostki. Zlęknieni postanowili wyjść, jednak, kiedy otwarli drzwi doznali kolejnego dziwnego zjawiska. Krew nie wylała się na zewnątrz, ale zatrzymała się na progu, jakby istniała jakaś niewidzialna bariera. Xandrill jeszcze postanowił wziąć ze sobą święcę, aby choć trochę oświecić mrok panujący na zewnątrz.

  Bohaterowie dotarli do placu. Wtedy zdecydowali się wybrać ścieżkę prowadzącą w kierunku niebieskiej łuny. Po chwili przerażającej wędrówki wśród krzyku, zobaczyli drzewo płonące zimnym, błękitnym ogniem. Przy nim zobaczyli dziewczynkę, z której ust wydobywał się nieludzki krzyk. Postanowili podejść. Kiedy trójka wystraszonych towarzyszy zbliżyła się, dziewczynka się uspokoiła, jednak, kiedy podeszli jeszcze bliżej, poczęła ona ponownie krzyczeć i mówić, aby odeszli. PG zaczęli rozmawiać z Deiną, jak miała na imię dziewczynka. Wyjawiła im, że z tego miejsca nie ma ucieczki oraz, że wszyscy mieszkańcy wyznawali Kruczą Królową. Po pewnym czasie Deina przemieniła się w piekielnego ogara. Walka z nim była dość zacięta. Aberald i Faren stracili znaczną część życia. Jednak wygrali oni tą walkę.

  Po walce bohaterowie rozejrzeli się po okolicy. Xandrill sądzi, że płonące drzewo jest czymś w rodzaju teleportu. Na tym sesja dobiegła końca. Gracze byli niesamowicie przestraszeni tą sesją, ale jednocześnie z niecierpliwością oczekują, gdzie tym razem przeniesie ich Mistrz Podziemi K.
~Faren



niedziela, 6 grudnia 2015

Sesja #1 05.12.2015r.

""

 05.12.2015r. - Sobota, godz. 16.00

Uczestnicy : 
- Aberald (Adam)
- Faren (Łukasz)
- Xandrill (Kacper)
- MP (K.)

Czas trwania : ok. 6h

 Sesja rozpoczęła się spotkaniem bojowym z zabłąkanym komandem wilków (3 harcowników) podczas obozowania przed bramami miasta Roottingham. Po zaciętej walce bohaterom udało się rozprawić z napastnikami, (choć nie bez trudności). Ich walce przypatrywał się strażnik na murach, który po całym zdarzeniu wezwał zarządcę miasta - Pana MacThaine. Po krótkiej rozmowie z PG dowiedzieli się o misji, która umożliwi im dostanie się do miasta. Otrzymali zlecenie ubicia stwora, znajdującego się pod karczmą "Ogrze Ucho". Wyruszyli w drogę. 

 Szli bardzo ostrożnie, zważając na grasujące w okolicy wilki, czyhające na życia zabłąkanych wędrowców. Po kilku godzinach, już nad ranem, usłyszeli muzykę. Były to dźwięki fletu, na którym grał samotny bard-kobold. Zaczepił ich na trakcie, prosząc o pomoc w odnalezieniu jego magicznej, wiecznie świecącej latarni, którą zgubił w górach, podczas rozpaczliwej ucieczki przed nieznanym mu zagrożeniem. PG zdecydowali się tam udać, pod obietnicą wynagrodzenia. 

 Po kolejnych godzinach wędrówki spotkali Skalnego Kolosa, który zażądał od nich wykazania swojej wartości, by miał powód, do pozwolenia im przejść głębiej w ochraniane przezeń góry. Po długich i żmudnych pertraktacjach udało się przekonać go do ich racji, więc mogli kontynuować wędrówkę. Idąc dalej PG dostrzegli w wyłomie skał półkę, którą postanowili sprawdzić. Wdrapali się na nią, a ich oczom ukazała się pokaźna sterta kości i  ślady stóp, należące prawdopodobnie do bardzo niewielkiego stworzenia. Ruszyli ich tropem górskim traktem. 

 W końcu ich oczom ukazał się przedmiot ich poszukiwań - latarnia zgubiona przez ich zleceniodawcę. Znajdowała się tuż przy końcu traktu, przed naturalną skalną ścianą. Dalszy trakt prowadził niemal pionowo w górę, zmuszając do wspinaczki. PG, zbliżając się do celu, spostrzegli niewielkie stworzenie, które jednak postanowili zignorować. Niemal sięgając po magiczny przedmiot usłyszeli za swymi plecami niepokojący dźwięk, a drobny kształt zmienił się w pokaźnych rozmiarów humanoida. Okazało się, że był to zmiennokształtny osobnik - szczurołak. Nie był nastawiony kompletnie wrogo i zaproponował PG, że odda im latarnię w zamian za jednego z nich, który miał zostać by stać się jego towarzyszem, był bowiem bardzo samotny. Odmówili jednak przystania na jego warunki. Stworzenie doceniło jedność podróżujących, a w toku negocjacji podjęli inne decyzje. Szczurołak zażądał zobowiązania, że PG znajdą dla niego kompana, a oni przystali na jego propozycję.

 Uradowani sukcesem podróżnicy wrócili do kobolda i oddali mu jego własność. Przekonali go, aby spróbował zaprzyjaźnić się z zamieszkującym górskie ostępy szczurołakiem i otrzymali obiecaną nagrodę za pomyślnie ukończone zlecenie. Kobold wskazał im właściwy kierunek dalszej wędrówki w stronę "Ogrzego Ucha" i sam udał się własną drogą. 

 PG dotarli do karczmy, w której odbyli krótką, acz treściwą rozmowę z ogrem karczmarzem. Nie wyraził żadnych skarg na znajdującego się piwnicach potwora. Był świadom jego obecności, ale był mu on kompletnie obojętny. Po usłyszeniu o zleceniu od zastępcy zarządcy miasta - MacThaine'a udostępnił im wejście do piwnicy. 

 Długie wędrówki po różnych korytarzach, pomieszczeniach i zaułkach dowiodły, że podziemia były niemal kompletnie opustoszałe. Podczas eksploracji znaleźli wiele symboli, poświęconych chaotycznemu bóstwu - Kruczej Królowej. W końcu dotarli do ogromnej, oświetlonej i bogato zdobionej komnaty, która prawdopodobnie służyła eksperymentom i pełniła funkcję świątyni. Poznać to można było po dwóch elementach wnętrza - kamiennym ołtarzu i aparaturze alchemicznej. 

 Bohaterowie znaleźli także podmiot ich zlecenia. Potwór, który zaatakował ich zaraz po wejściu do sali, okazał się być Żelaznym Obrońcą - homunculusem, czyli stworzeniem powołanym do życia poprzez alchemię do ochrony. Po rozprawieniu się ze stworzeniem (i dokonaniu dekapitacji) PG przeszukali komnatę i zabrali wszystko co wydało im się przydatne lub wartościowe. W skład tego łupu wchodziło : trochę złota, rytualny nóż Kruczej Królowej i alchemiczne komponenty (kilka fiolek z nieokreślonymi substancjami). 

 Tym wydarzeniem skończyła się sesja, a bohaterowie (mam nadzieję) ze zniecierpliwieniem oczekują dalszego rozwoju wydarzeń.

~ Xandrill oraz Mistrz K.