""
12.12.2015r. - Sobota, godz. 16.00
Uczestnicy :
- Aberald (Adam)
- Faren (Łukasz)
- Xandrill (Kacper)
- MP (K.)
Czas trwania : ok. 6h
Bohaterowie ucieszeni z sukcesu postanowili wyjść z podziemi, odpocząć w karczmie „Ogrze Ucho” i powrócić pod mury Roottingham. Po wędrówce pełnej refleksji nad tym, że nawet nie poznali mienia barda-kobolda, z którym niedawno rozmawiali, ale też pełnej nadziei, iż wreszcie dostaną się do miasta PG dotarli do drzwi prowadzących uprzednio do karczmy. To, co zobaczyli, kiedy je otworzyli wprawiło ich w osłupienie. Znajdowali się w ogromnej świątyni bogini śmierci – Kruczej Królowej. Bohaterowie krótko rozejrzeli się po imponującej budowli, kiedy usłyszeli kroki. Były to szkielety: 6 łuczników i jeden miecznik. Po właściwie bezproblemowym rozprawieniu się z łucznikami przyszła kolej na miecznika, który był bardziej wytrzymały niż reszta oponentów. Aberald w przypływie gniewu cisnął w przeciwnika swoim toporem. Jednak broń minęła szkielet, a Drakon pozostał bez swojej głównej broni, pozostając jedynie ze sztyletem. Walka trwała jeszcze chwilę, po niej PG zebrali ekwipunek z pokonanych szkieletów. Aberald zabrał tarczę, a Xardrill i Faren strzały. Później postanowili zobaczyć, gdzie tak właściwie się znajdują.
Kiedy
wyszli ze świątyni zobaczyli spowite dziwnym, mglistym dymem
miasto. Było całkowicie wymarłe, a na domach widać było
ślady jakby pożaru, który strawił to miejsce. Faren ponadto
usłyszał jakby płacz dziecka dobiegający z niewiadomego kierunku.
Zauważyli także wieże, do której postanowili się udać. Wchodząc
do niej spotkali kolejnych nieumarłych, tym razem PG mieli do
czynienia z trzema szkieletami-łucznikami i dwoma rozkładającymi
się, cuchnącymi ciałami. Podobnie jak w poprzednim spotkaniu
bohaterowie rozprawili się z przeciwnikami bez większych problemów.
Następnie trójka śmiałków postanowiła wejść na szczyt wieży,
aby móc przyjrzeć się miastu. Zobaczyli oni ogrom osady, ale ich
uwagę przykuła dziwna niebieska poświata unosząca się po
przeciwległej stronie miasta. Postanowili, więc udać się w owym
kierunku, ale najpierw zdecydowali przespać się w wieży.
Po
odpoczynku PG udali się w stronę, gdzie widzieli niebieską łunę.
Po dość długim czasie dotarli do rozdroża. Bohaterowie
zdecydowali udać się w stronę domostwa, które nie wyglądało na
tak zniszczone jak reszta. Faren zbliżył się do okna, usłyszał
głos, jednak mrok przeszkodził mu w dojrzeniu czegokolwiek w
środku. Pomocne więc mogły się okazać oczy Drakona. Jednak kiedy Aberald chciał spojrzeć przez okno, wyskoczył z niego szkielet. Tym razem walka była bardziej zacięta. W czasie tej walki
Xandrill cisnął swą Lancą Wiary, tak, że czaszka nieumarłego
rozbłysła, a następnie Aberald uderzył toporem łamiąc ją.
Następnie, po uprzednim rzuceniu paru obelg w kierunku ponownie
uśmierconego oponenta, Drakon porąbał kości, z których został
tylko pył. Nie widząc dalszej drogi trójka śmiałków postanowiła
powrócić na ścieżkę, która prowadziła w kierunku łuny.
Bohaterowie zachęceni zdobyciem łatwego doświadczenia postanowili
udać się do kolejnej wieży, gdzie jak myśleli znowu będą
nieumarli. Kiedy tam dotarli, Aberald postanowił wejść tam z całym
impetem, jednak drzwi były spróchniałe, co spowodowało, iż
Drakon z niezmniejszoną siłą wpadł na ścianę, doznając lekkiego
uszkodzenia ramienia. Za Aberadem do wieży weszli pozostali
towarzysze. Ich oczom ukazał się dziwny znak napisany popiołem,
którego znaczenia nie potrafili określić. Wewnątrz nie było nic
wartego złupienia, więc bohaterowie postanowili udać się na górę.
Na górze zobaczyli takie niezmienione miasto, łuna była
nieznacznie bliżej. Jednak zdziwiła ich litera „R” ponownie
napisana popiołem. Xandrill połączył te symbole i przypomniał
sobie, że poprzedni symbol był częścią herbu miasta, które było
celem ich podróży – Roottingham.
Doszli oni do kolejnego rozdroża. Droga prowadziła prostu lub w
lewo. Postanowili wybrać tę drugą opcję. Po trzygodzinnym marszu
dotarli do zamkniętej bramy miejskiej. Nie pozostało im nic prócz
powrotu do poprzedniego rozstaju. Szli dalej, kiedy ujrzeli kolejne
skrzyżowanie. Tym razem widzieli, że droga w lewo prowadzi w
kierunku wieży. Kiedy dotarli do niej zobaczyli wewnątrz na
ścianach płonące bale drewna. W środku był skwar nie do
wytrzymania. Jednak postanowili jak w poprzednich przypadkach trochę
się rozejrzeć z góry. Nagle, kiedy przebywali na szczycie
powietrze nagle się zagęściło, pole widzenia zmniejszyło do
około metra. Uważając to jedynie za anomalię pogodową
bohaterowie postanowili pójść spać. Xandrill z racji, że jest
Eladrinem medytował. Nagle usłyszał głos dziewczynki, śpiewała
ona piosenkę. Xandrill zbudził towarzyszy i razem chcieli sprawdzić,
co jest za drzwiami. Jednak nic nie zobaczyli. Za drzwiami nikogo nie
było, jednak one same były podrapane szponami jakby dzikiego
zwierza. Zdziwieni wrócili do wieży. Chcieli ponownie odpocząć.
Xandrill usłyszał znowu ten sam głos, jednak postanowił to
ignorować. Po niespokojnej nocy bohaterowie zdecydowali ruszyć
dalej.
PG wrócili się do skrzyżowania, postanowili oni zignorować drogę
prowadzącą w prawo i poszli prosto. Po niedługim marszu, w
trakcie, którego nie zauważyli żadnych śladów życia, doszli do
kolejnego rozdroża tym razem droga prowadziła w prowadziła w
prawo, albo w lewo. Trójka wojowników postanowiła udać się w
lewo, w kierunku murów. Dotarli oni do kolejnej już wieży. Po
wejściu zobaczyli na środku przy świecy płaczącego trupa.
Chcieli do niego przemówić, zbliżyli się, jednak szkielet
wpatrywał się w nich tylko swoimi pustymi oczodołami. Kiedy do
niego podeszli na wyciągnięcie ręki szkielet w akcie desperacji
rzucił się do ataku, chwytając miecz, który trzymał na
kolanach. Jednak w tym starciu był na przegranej pozycji.
Bohaterowie łatwo rozprawili się ze szkieletem. Ponownie
postanowili się rozejrzeć z góry. Zobaczyli, że niebieska
poświata jest już bardzo blisko. Jednak zobaczyli też coś, co
wprawiło ich w osłupienie. Przeciwległa strona miasta była objęta
pożarem. Bohaterowie postanowili się pomodlić do swoich bóstw.
Xandrill i Aberald do Korda, a Faren do Avandry. Po otrzymaniu
błogosławieństwa śmiałkowie postanowili udać się w dalszą
podróż.
Po dłuższej wędrówce dotarli oni do ogromnego pustego placu. Na
środku widać było stertę spalenizny. Jakby ktoś rozpalił tu
kiedyś stos. Idąc po placu bohaterowie dostrzeli trzy drogi
prowadzące dalej. Wybrali środkową, która poprowadziła ich,
jakżeby inaczej, pod kolejną wieżę. Faren usłyszał wewnątrz
jakiś dziwny głos, jakby ludzki. Xandrill postanowił zapukać,
reszta towarzyszy pozostała w pogotowiu. Na pukanie odpowiedziało
pukanie z drugiej strony. Postanowił zapytać się, czy ktoś
przebywa w środku, odpowiedziało mu takie samo wezwanie. Zaskoczony
wielce, postanowił wejść. Zobaczył tam kopię samego siebie.
Przybliżył się, tak samo zrobił jego sobowtór. Xandrill
przestraszony wyszedł z wieży zamykając drzwi. Jednak Faren
postanowił z powrotem wejść do budynku. Jeszcze bardziej zdziwił
się, gdy zobaczył tam Niziołka, klona siebie. Postanowił do
dotknąć, wtedy mara znikła. Wtedy wszyscy trzej weszli do wieży.
Postanowili zbadać swoje położenie, w tym celu udali się ponownie
na szczyt baszty. Zauważyli, że przeszli za daleko, postanowili,
więc wrócić. Nie spodziewali się widoku, jaki zastali na dole
wieży. Na ścianach było pełno krwi, a na środku paliła się
biała świeca, z której spływała czerwona ciecz, bohaterowie
podejrzewali, że to może być krew. Postanowili jak najszybciej
wydostać się z wieży. Jednak, kiedy wyszli, dziwny mrok ponownie
ogarnął świat. Nawet Lanca Wiary Xandrilla nie była w stanie
oświetlić mroku, jaki powstał. Z trwogą postanowili pozostać na
wieży, jednak wizja odpoczynku pośród zakrwawionych ścian nie
była zbyt obiecująca. Postanowili, więc „przenocować” na
szczycie.
Noc ponownie nie była spokojna. Tym razem Aberald słyszał głos
dziewczynki wzywającej pomocy, jednak postanowił to zignorować. W
tym czasie medytujący Xandrill dostał dziwnej wizji. Widział miasto
z lotu ptaka. Miasto objęte pożarem. Wśród ludzi panował ogromny
popłoch. Nagle zauważył płonące drzewo, a przy nim płaczącą
dziewczynkę. Wtem wszystkich trzech obudził przerażający krzyk.
Postanowili, więc zobaczyć, co jest jego źródłem. Idąc na dół
wieży Xandrill zauważył, że ma na rękach dziwne krwawe plamy,
zdawało mu się, że słyszy słowa „Dlaczego mi nie pomogłeś?”.
Kiedy zeszli na dół świeca jakby wcale się nie wypalała, ale
krew, która z niej wypływała sięgała już ponad kostki.
Zlęknieni postanowili wyjść, jednak, kiedy otwarli drzwi doznali
kolejnego dziwnego zjawiska. Krew nie wylała się na zewnątrz, ale
zatrzymała się na progu, jakby istniała jakaś niewidzialna
bariera. Xandrill jeszcze postanowił wziąć ze sobą święcę, aby
choć trochę oświecić mrok panujący na zewnątrz.
Bohaterowie dotarli do placu. Wtedy zdecydowali się wybrać ścieżkę
prowadzącą w kierunku niebieskiej łuny. Po chwili przerażającej
wędrówki wśród krzyku, zobaczyli drzewo płonące zimnym,
błękitnym ogniem. Przy nim zobaczyli dziewczynkę, z której ust
wydobywał się nieludzki krzyk. Postanowili podejść. Kiedy trójka
wystraszonych towarzyszy zbliżyła się, dziewczynka się uspokoiła,
jednak, kiedy podeszli jeszcze bliżej, poczęła ona ponownie
krzyczeć i mówić, aby odeszli. PG zaczęli rozmawiać z Deiną,
jak miała na imię dziewczynka. Wyjawiła im, że z tego miejsca nie
ma ucieczki oraz, że wszyscy mieszkańcy wyznawali Kruczą Królową.
Po pewnym czasie Deina przemieniła się w piekielnego ogara. Walka z
nim była dość zacięta. Aberald i Faren stracili znaczną część
życia. Jednak wygrali oni tą walkę.
Po walce bohaterowie rozejrzeli się po okolicy. Xandrill sądzi, że
płonące drzewo jest czymś w rodzaju teleportu. Na tym sesja
dobiegła końca. Gracze byli niesamowicie przestraszeni tą sesją,
ale jednocześnie z niecierpliwością oczekują, gdzie tym razem
przeniesie ich Mistrz Podziemi K.
~Faren
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz